Przyjaciel, którego już nie ma

Chyba każdy człowiek ma potrzebę posiadania choć jednego przyjaciela. Przez ostatnich kilka lat miałem to szczęście, że miałem koło siebie dwie takie osoby, albo przynajmniej tak mi się wydawało, bo ciężko nazwać przyjacielem kogoś, kto zerwał znajomość z dnia na dzień, bez słowa wytłumaczenia.

Długo się zbierałem, aby ten wpis napisać. Najpierw, gdy sprawa była świeża miałem przerwę od blogowania, a jak już do niego wróciłem, to jakoś nie miałem do tak osobistego tekstu natchnienia. Wszystko zmieniło się diametralnie przedwczoraj, gdy całkowicie przypadkowo natrafiłem na filmik bohatera tego artykułu i nagle wszystko wróciło. Wtedy pomyślałem, że to idealny moment.

Nasza znajomość zaczęła się kilka lat temu. Jak zwykle bywa w takich momentach, był to duży zbieg okoliczności – ja poszukiwałem archiwalnych wyścigów MotoGP i ogłosiłem się na jednym forum, a on odpowiedział na moją wiadomość. Najpierw chciałem, żeby wszystko nagrał na płytki i za opłatą przesłał na mój adres, ale okazało się, że mieszkamy blisko siebie i może mi wszystko podrzucić do domu. Zgodziłem się.

W tamtym okresie nie miałem żadnych znajomych, więc ta wizyta była dla mnie dużym wydarzeniem. Przed przyjazdem uświadomiłem go, że jestem chory i oddycham za pomocą respiratora. Nie miał z tym problemu i faktycznie tak było, bo pierwsze spotkanie minęło bardzo naturalnie, z czego byłem bardzo zadowolony. Pomyślałem wtedy, że może to być początek fajnej znajomości.

Szybko okazało się, że mamy bardzo podobne zainteresowania – lubimy podobną muzykę, a naszym ulubionym zespołem jest ta sama kapela, obaj sporo gramy w gry i do tego dochodziła miłość do MotoGP. Wszystko to sprawiło, że niemal codziennie ze sobą pisaliśmy, a co kilka tygodni spotykaliśmy się na wspólne oglądanie wyścigów czy partyjkę w jakąś grę. Czasem po prostu przychodził i sobie gadaliśmy.

Dla mnie, czyli człowieka, który przez kilka lat nie miał żadnego znajomego, z którym mógłbym po prostu mile spędzić czas było to coś wielkiego. Sam zauważyłem w sobie zmianę na lepsze. Poczułem się dowartościowany i przekonałem się, że nawet mnie „normalne” osoby mogą lubić.

Bardzo podobało mi się, że on się mnie nie wstydził. Zapoznał mnie ze swoim przyjacielem, z którym nota bene po jakimś czasie zerwał kontakt, ale też był u mnie ze swoimi kilkoma dziewczynami. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie z kilkoma naraz, a po prostu jak miał nową, to mi ją przedstawiał. Dla mnie to była fajna sprawa, bo sam na miasto nie wyjdę w poszukiwaniu nowych znajomości, a mimo to kogoś nowego poznawałem.

Mojego przyjaciela, bo wtedy tak go traktowałem, polubili także moi domownicy. Mama często coś dla niego gotowała czy szykowała ciasto, które bardzo mu smakowało, a tata także lubił z nim porozmawiać. Moja siostra była raczej neutralna, ale z tego względu, że rzadko mieli okazję ze sobą przebywać. Ale rodzice z biegiem czasu zaczęli go traktować niczym rodzinę, co dla mnie było bardzo ważne, bo sam jestem osobą rodzinną.

Wszystko fajnie się układało, ale prawdziwym testem na przyjaźń miał być problem z jego byłą dziewczyną, z którą się zakolegowałem. Nie będę wchodził w szczegóły, ale ona nie była do końca zrównoważona psychicznie i dowiadywałem się od niej takich rzeczy, których normalnie się koledze nie mówi. Musiałem z nim pogadać jak facet z facetem, ale bałem się, że stanie po jej stronie i nasza przyjaźń zakończy się w tym właśnie momencie. Na szczęście tak się nie stało i oboje zerwaliśmy kontakt z toksyczną dziewczyną.

Po tej sytuacji odniosłem wrażenie, że to taka prawdziwa przyjaźń, której nie straszne żadne przeciwności. Jak się później okazało, ten cały test był nic niewarty.

Za niedługo minie rok od ostatniego naszego kontaktu. Jeszcze jakiś miesiąc wcześniej załatwiałem jego dziewczynie wizytę u mojej znajomej lekarki, a później dostałem od niego wiadomość, że problemy rodzinne go przytłoczyły i na jakiś czas musi zniknąć. Pisałem do niego, żeby mi wytłumaczył, co to znaczy zniknąć, ale już się nie odezwał. Postanowiłem więc uszanować jego decyzję i spokojnie czekać na odzew, ale zamiast tego, wolał wrzucać sobie zdjęcia na fejsa ze swoją dziewczyną i innymi znajomymi.

Powiem szczerze, że na początku było mi bardzo przykro i nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego tak postąpił. Nadal nie mam pewności i pewnie nigdy jej mieć nie będę miał, ale uważam, że to wszystko przez zmianę środowiska. Pod koniec naszej znajomości poznał nową dziewczynę oraz zaczął obracać się w gronie innych znajomych. Jak go poznałem, to nawet piwa nie wypił, bo twierdził, że nie lubi alkoholu. Mnie to odpowiadało, bo sam za nim nie przepadam. Natomiast pod koniec naszej znajomości zdarzało mu się dzwonić do mnie będąc mocno pod wpływem. O czymś to świadczy.

Długo czekałem na kontakt. Teraz wiem, że za długo. Cały czas miałem nadzieję, że się odezwie i powie jakąś dobrą wymówkę. Tak się nie stało.

Miałem okres, że byłem smutny, ale też wściekły. Życzyłem mu wszystkiego co najgorsze, ale to już mi minęło. Teraz wolę wspominać dobre chwile, których trochę było. Jestem po prostu wdzięczny za tych kilka lat, które dużo mi dały. Niech żyje tak jak chce i tego mu życzę.

W tym momencie chciałbym zakończyć swoją historię. Chciałbym Wam życzyć, abyście choć raz w życiu przeżyli taką przyjaźń jak ja, choć zakończoną happy endem. Dbajcie o swoich przyjaciół, bo w dzisiejszych czasach o nich coraz trudniej.

Pozdrawiam
DesmoMach