Nicky Hayden – Mistrz przez duże „M”

W poniedziałek 22 maja 2017 roku zmarł Nicky Hayden – Mistrz MotoGP z sezonu 2006 oraz fantastyczny człowiek. Powspominajmy trochę, bo kto jak kto, ale on na to zasługuje.

Początki kariery

Nicky Hayden, lub jak brzmi jego pełne nazwisko Nicholas Patrick Hayden urodził się 30 lipca 1981 roku w USA w położonym w stanie Kentucky mieście Owensboro. Młody Nicky niemal od razu był skazany na karierę w sporcie motocyklowym, ponieważ cała rodzina była mocno związana z tym sportem, a jego ojciec sam ścigał się na jednośladach.

Dla niektórych takie swego rodzaju narzucanie nie działa zbyt dobrze, ale nie dla Nicky’ego – młody Amerykanin szybko złapał bakcyla i od razu przejawiał wielki potencjał. Przygodę ze sportem motocyklowym zaczął od Dirt Tracku, który w USA jest bardzo popularny. To tam nauczył się panować nad maszyną w uślizgu, co później było jego znakiem rozpoznawczym.

W 1998 roku Nicky przesiadł się na motocykle szosowe. Zaczął od Mistrzostw USA w klasie Supersport 600, gdzie odniósł swoje pierwsze sukcesy. Kolejnym krokiem był awans do amerykańskich Superbików. Zaledwie 3 lata zajęło mu dojście na sam szczyt i wygranie tych jakże prestiżowych w tamtym czasie mistrzostw. Wiadomo było, że taki talent nie może zostać na stałe za wielką wodą.

Na podbój Europy

Kolejny rok to już starty w najwyższej lidze, czyli MotoGP. Hayden od razu przeszedł do Repsol Hondy, tym samym lądując w jednym z najlepszych teamów, mając u swego boku wschodzącą gwiazdę, Valentino Rossiego. Amerykanin wprawdzie nie był w stanie walczyć z Włochem, który w cuglach wywalczył swój kolejny tytuł, ale dwa razy stanął na podium i na koniec sezonu zajął wyśmienite 5. miejsce. Jak na debiutanta, który każdego toru musiał uczyć się od zera, był to wynik godny pochwały.

Sezon 2004 był lekkim zawodem. Każdy spodziewał się dużego progresu, a tymczasem Nicky zaliczył tyle samo miejsc na podium co rok wcześniej, kończą zmagania na 8. pozycji. Jak się później okazało, najlepsze miało dopiero nadejść.

Następny rok przyniósł oczekiwany progres – sześć wizyt na podium (w tym jedno zwycięstwo) i trzecia lokata na koniec sezonu pokazały, że Stany Zjednoczone mogą liczyć na kolejny triumf swojego zawodnika w najbardziej prestiżowej klasie wyścigów na świecie. Zatrzymajmy się jednak przy pierwszym triumfie Haydena w MotoGP, który nastąpił na znakomicie mu znanym torze Laguna Seca. Kentucky Kid, bo taki właśnie miał przydomek, niemal zdominował cały weekend sięgając po pole position i wygrywając prowadząc od startu do mety. Cały wyścig macie poniżej.

Spełnienie marzeń

Sezon 2006 był niewiadomą – z jednej strony Amerykanin był w gazie i zaliczał się do grona faworytów do tytułu, ale z drugiej do Repsol Hondy dołączył Dani Pedrosa, który miał szturmem wziąć klasę MotoGP. Początek mógł na to wskazywać, ponieważ otwierający sezon wyścig w Jerez, Hiszpan zakończył na 2. miejscu, a Amerykanin był pozycję niżej, ale kolejne rundy to dużo równiejsza jazda Nicky’ego i zasłużone prowadzenie w generalce. Warto zaznaczyć, że Hayden po raz pierwszy nie pojawił się na podium dopiero podczas 9. rundy! Amerykanin po drodze zanotował pamiętne zwycięstwo na Assen, gdzie w ostatniej szykanie zderzył się z Colinem Edwardsem.

Druga część sezonu może była nieco mniej imponująca (trzy podia i ponowne zwycięstwo na torze Laguna Seca), ale starczyło to na sięgnięcie po pierwszy i jak się później okazało jedyny tytuł Haydena w MotoGP. Jednak wcale tak łatwo nie było. Podczas przedostatniej rundy na Portugalskim Estoril, Nicky stracił prowadzenie w mistrzostwach na rzecz Rossiego, po tym, jak do upadku Kentucky Kida doprowadził… Dani Pedrosa. Na szczęście w ostatnim wyścigu to Rossi zaliczył upadek i trzecie miejsce #69 w Walencji przypieczętowało jego sukces.

Ciężka przesiadka

W 2007 roku klasa MotoGP przeszła z silników o pojemności 990cc na 800cc. Ta zmiana nie wpłynęła dobrze na zawodnika z Owensboro. Od tego momentu motocyklami jeździło się bardziej jak 250-tką, z którą Nicky nigdy nie miał styczności. W latach 2007 i 2008, które były zarazem ostatnimi latami w Repsol Hondzie, Hayden stanął 4 razy na podium.

Z Hondy na Ducati

Po niezbyt udanych ostatnich dwóch latach, Nicky zdecydował się na wielką zmianę i dołączenie do fabrycznego zespołu Ducati. Miał to być swego rodzaju reset i start od początku. Wszyscy wiemy, jak wymagającym i niezbyt konkurencyjnym motocyklem w tamtych czasach była maszyna z Bolonii. Hayden robił co mógł, ale przez pięć lat startów w czerwonych barwach tylko trzykrotnie stanął na podium. Trzeba mu jednak oddać, że jeździł bardzo regularnie i często dojeżdżał w pierwszej dziesiątce.

Końcówka MotoGP, początek WSBK

Kolejne dwa lata to takie lekkie eksperymenty – związał się on kontraktem z Jorge Martinez Asparem i startował w kategorii open. Wyniki nie były wyśmienite, ale też nie mogły takie być. Motocykl mocno odstawał od czołówki, więc nawet największy kosmita niczego wielkiego by nie zdziałał.

Lata te jednak nie poszły na marne, bo otworzyły mu drogę do MŚ Superbike. Pierwszy sezon był bardzo udany, ponieważ na swojej niezbyt konkurencyjnej Hondzie, Kentacky Kid odniósł zwycięstwo na mokrym torze w Sepang i trzykrotnie stanął na podium. Zmagania zakończył na bardzo wysokim 5. miejscu.

Ten rok miał być rokiem nauki. Honda dostarczyła nowy model CBR1000RR, z którym od samego początku były problemy. Właśnie Nicky miał dostarczać masę wskazówek jako ten bardziej doświadczony kierowca i pomagać w rozwijaniu motocykla. Niestety, tego już nie uświadczymy.

Żegnaj Mistrzu

Jak widzimy kariera Nicky Haydena nie była usłana różami. Zdarzały mu się chwile sławy, ale także momenty, w których było ciężej. Nie wpływało to jednak na jego samego, ponieważ zawsze był szczerą i uśmiechniętą osobą i takiego go zapamiętamy.

W internecie pojawiają się informację, jakoby kierowca auta za szybko jechał, albo że Hayden nie zatrzymał się swoim rowerem na stopie. Dla mnie nie ma to znaczenia. Najważniejsze jest, że zginął wyśmienity zawodnik i fantastyczny człowiek. Cieszę się, że miałem możliwość oglądać wyścigi z jego udziałem. Dziękuję.

Pozdrawiam
DesmoMach