MotoGP – Marquez nadal niepokonany w Teksasie!

Trzeci wyścig MotoGP w tym sezonie za nami. Może nie było walki o zwycięstwo do ostatnich metrów, ale nie oznacza to, że nie było emocji. Były, ale nieco innego kalibru. Przyjrzyjmy się zatem GP Ameryk na chłodno.

Wyścig wzlotów i upadków

Bardzo trafny podtytuł z mojej strony – brawo ja. Do wzlotów z pewnością zaliczyłbym bezkonkurencyjnego w niedzielę Marca Marqueza. Fakt, Hiszpan jeszcze przed startem całego Grand Prix był głównym faworytem, ponieważ wygrał on na torze COTA każdy z dotychczas rozegranych wyścigów, ale jego poprzednie tegoroczne występy dawały nieco do myślenia. Zawodnik Hondy pokazał, że w Teksasie czuje się jak ryba w wodzie i po raz piąty z rzędu wygrał GP Ameryk. Ostatni raz tak znakomitą passę na jednym obiekcie miał Valentino Rossi (jeszcze do niego wrócimy), kiedy to w latach 2002-2008 wygrywał rok w rok na torze Mugello. Ciekawe czy Marquez zdoła wyrównać wyczyn Włocha i wygrać 7 razy z rzędu. Jest on zdecydowanie na dobrej drodze.

Po raz pierwszy w tym sezonie widać było takiego Marqueza, jakiego go kochamy – agresywnego, szybkiego i z głową na karku. Tego ostatniego chyba najbardziej brakowało, bo cóż z tego, że się jeździ widowiskowo, skoro nie dojeżdża się do mety (patrz GP Argentyny). Tym razem wszystkiego było w idealnych proporcjach.

Potwierdzeniem, że #93 pojechał z głową niech będzie fakt, że zaledwie 5 minut przed startem zdecydował się pojechać na twardej przedniej oponie, mimo iż bardzo mało na niej jeździł podczas poprzednich sesji. Decyzja zapadła ze względu na wyższą temperaturę niż ta, która była w piątek i sobotę. Marquez przez pierwszą część wyścigu jechał spokojnie za Danim Pedrosą, wyczuwając oponę, a gdy nadszedł kluczowy moment rywalizacji podkręcił tempo, odjechał od rywali i w pełni zasłużenie wygrał. Dobra taktyka i ogromne umiejętności zawsze prowadzą do wielkich rzeczy.

Jednak miało być też o upadkach. Ci, którzy oglądali wyścig z pewnością domyślają się o kim teraz napiszę – tak, o Mavericku Viñalesie. Nie będę go krytykować za upadek, bo każdemu może się zdarzyć, a poza tym trzymam za niego kciuki w walce o tytuł, więc nie wypada „jechać” po swoim (hehe), ale szkoda mi tego upadku z dwóch powodów – zawodnik Yamahy miał bardzo zbliżone tempo do Marqueza i mogliśmy być świadkami fantastycznej walki, ale też chciałbym zobaczyć jazdę MM93 z Viñalesem za plecami. Może wtedy aktualny mistrz świata zmuszony byłby do przyjęcia agresywniejszej taktyki? Może dlatego tak przejechał pierwszą część dystansu, bo wiedział, że nikt nie jest dla niego realnym zagrożeniem? No cóż, tego już się nie dowiemy.

A sam upadek może tylko pozytywnie wpłynąć na Mavericka. Mam wrażenie, że po dwóch zwycięstwach wiele osób (w tym także ja) widziało w nim kogoś nadzwyczajnego. O ile moja opinia z pewnością do Viñalesa nie dotarła, tak na pewno docierały do niego sygnały o tym, co się wokół niego dzieje. To był taki balonik, który się pompował i w końcu musiał pęknąć. Teraz będzie mu łatwiej i jestem przekonany, że już w kolejnym wyścigu powalczy o zwycięstwo.

Rossi i wszystko jasne…

Johann Zarco jest z pewnością jedną z barwniejszych postaci początku sezonu. Francuz zaskarbia sobie naszą sympatię z wyścigu na wyścig i nie inaczej było podczas GP Ameryk. Zawodnik teamu Monster Yamaha Tech 3 na początku zmagań długo jechał na czwartej pozycji i systematycznie zbliżał się do jadącego na trzecim miejscu Rossiego. Gdy Zarco był już bardzo blisko Włocha, postanowił go wyprzedzać w eskach w pierwszej części toru. Atak był dość agresywny, ale w granicach rozsądku. Rossi nieco się przestraszył – co jest zrozumiałe – i ściął zakręt, przez co odjechał od Zarco, tym samym mocno zbliżając się do Marqueza. Sytuacja wyglądała jasno – Vale odda pozycję Francuzowi i będzie wszystko OK.

Tak tylko nam się wydawało – 9-cio krotny mistrz świata ani myślał zwolnić i kontynuował jazdę swoim normalnym tempem. W ferworze walki może się zdarzyć, że ktoś nie pomyśli do końca racjonalnie, ale od tego są sędziowie – tak pomyślał niemal każdy. I faktycznie, kara była – 0,3 sekundy doliczone do końcowego czasu VR46…

Od tamtego zdarzenia minęły dwa dni, a ja nadal nie potrafię tego pojąć. Zawsze za takie coś sędziowie nakazywali zawodnikowi, który zyskał przewagę w niedozwolony sposób, przepuścić określoną liczbę kierowców, ale nie tym razem. Teraz dali jakąś karę z kosmosu, której nigdy nie stosowali.

Teraz pewnie się narażę niejednemu, ale uważam, że zrobili to z jednego powodu, a tym powodem jest Valentino Rossi. Sędziowie zdawali sobie sprawę, że po przepuszczeniu Zarco, Włoch straci kontakt z prowadzącymi Pedrosą i Marquezem i najprawdopodobniej już ich nie dogoni, a przecież Rossi to taka maskotka tego sportu i lepiej żeby był w czołówce. Szkoda, że nikt nie pomyślał o #5, bo po tej sytuacji stracił on kontakt z poprzedzającymi go kierowcami i od tego momentu zaczął, notować słabsze czasy.

Ale najlepsze zostawiłem sobie na koniec. Po wyścigu Rossi powiedział:

„Problem leży po stronie Zarco, ponieważ to wielki talent, ale tym razem popełnił błąd. To nie jest Moto2, tutaj nie da się tak wyprzedzać.”

Jest takie powiedzenie – „zapomniał wół, jak cielęciem był”. Ile razy Rossi atakował za ostro? Z głowy, na szybko, przypomina mi się chociażby Jerez 2005 czy Laguna Seca 2008. Wtedy Włoch jakoś nie widział problemu w takiej jeździe. Zalatuje hipokryzją.

Szanuję Rossiego za osiągnięcia, ale jogo charakter i fakt, że jest faworyzowany przez całe środowisko MotoGP, nie pozwala mi go lubić. Takie jest moje zdanie i wcale nie musicie się ze mną zgadzać.

Powrót do Europy

Po trzech wyścigach w Katarze, Argentynie i USA, karuzela MotoGP wraca do domu. Najbliższe zmagania odbędą się na Hiszpańskim torze Jerez de la Frontera. Tak naprawdę dopiero GP Hiszpanii pokaże nam układ sił w stawce, ponieważ do tej pory rywalizowaliśmy na szerokich obiektach z choć jedną długą prostą, a nadchodzący tor jest wąski, kręty, a najdłuższa prosta liczy zaledwie 607 metrów. Z pewnością będzie to nie lada wydarzenie, który odbędzie się w dniach 5-7 maja. Miejmy nadzieję, że atmosfera będzie jak zawsze gorąca i będziemy świadkami niezapomnianego wydarzenia. Tego Wam i sobie życzę.

Pozdrawiam
DesmoMach