MotoGP – Holenderskie sensacje

Cóż to był za wyścig! Deszcz, słońce, deszcz i tak w kółko. Zmienne warunki powinny sprzyjać doświadczonym zawodnikom, ale nie tym razem. Wygrał jeden z najmłodszych kierowców w stawce. Zapraszam do podsumowania TT Assen.

Zmagania zaczęły się na mokrym torze. Najlepiej takie warunki wyczuli Valentino Rossi i Andrea Dovizioso, którzy wysunęli się na czoło stawki. Szybko jednak można było zauważyć, że najlepsze tempo mieli zawodnicy, którzy zdecydowali się założyć na tył miększego weta. Wśród tych kierowców był m.in. Yonny Hernández, który mimo fatalnego startu i spadku poza pierwszą dziesiątkę, po kilku okrążeniach był już na prowadzeniu. Kolumbijczyk notował wyśmienite czasy, dzięki którym wyrobił sobie ponad 2 sekundy przewagi nad Rossim.

W okolicach 8. okrążenia tor w większości miał już suchą nitkę i wydawało się, że kwestią minut jest przesiadka na motocykle z oponami typu slick, ale wtedy znów zaczęło padać. Takich warunków nieco przestraszył się Rossi, który spadł za Dovizioso. Był to jednak dobry ruch doświadczonego Włocha, ponieważ chwilę później nadal naciskający Hernández popełnił błąd w pierwszym zakręcie i wylądował w żwirze. Kolumbijczyk próbował wrócić do rywalizacji, ale szybko się wycofał.

Prowadzenie objął Dovizioso, ale tuż za nim podążał Rossi i Danilo Petrucci, który tak jak Hernández miał założonego miększego tylnego Michelina. Im warunki robiły się cięższe, tym inni zawodnicy zaczynali dochodzić do głosu. Czołową trójkę dogonił Scott Redding, a szybko do nich zbliżali się zawodnicy Hondy z Marcem Márquezem na czele. Jednak chwilę później na torze było już za dużo wody i wywieszono czerwone flagi.

Zawodnicy pozjeżdżali do swoich boksów, a dyrekcja wyścigu oznajmiła, że jeżeli warunki się poprawią, to dojdzie do restartu na dystansie 12. okrążeń, a jeżeli nadal będzie padać, to wyścig zostanie zakończony, a klasyfikacja będzie taka jak ta z 14. kółka. Wtedy czołowa trójka wyglądała następująco: 1. Dovizioso 2. Petrucci 3. Rossi. Pewnym było, że zawodnicy Ducati nie chcieli restartu, bo zgarnęliby dwa pierwsze miejsca, ale pogoda chciała inaczej i po kilkudziesięciu minutach tor nieco przesechł, a zawodnicy znów powrócili do rywalizacji.

Do drugiego wyścigu wszyscy zawodnicy przystąpili na miększej tylnej oponie. Sam restart przebiegł nadspodziewanie spokojnie, a na czele jechali Dovizioso, Rossi i Márquez. Prowadząca dwójka w połowie okrążenia zamieniła się miejscami i mniej więcej w tym samym czasie zaczął się prawdziwy pogrom faworytów. Wszystko zaczęło się od upadku Pedrosy, a później „na deskach” lądowali Crutchlow i Dovizioso, a z dalszej rywalizacji, po awarii swojego Ducati, wycofać się musiał Petrucci. Prowadzący Rossi także nie uniknął błędu i upadł w ósmym zakręcie.

Prowadzenie objął Márquez, ale za nim dość niespodziewanie podążał Jack Miller. Lider klasyfikacji generalnej widząc upadki Rossiego i Pedrosy oraz wiedząc, że Jorge Lorenzo jedzie fatalnie plasując się poza pierwszą dziesiątką, postanowił bezpiecznie dojechać do mety. Była to bardzo dobra wiadomość dla Millera, który nie miał nic do stracenia i mógł powalczyć o swoją pierwszą wygraną w MotoGP. Australijczyk na czwartym kółku wyprzedził Márqueza i od tego momentu jego zwycięstwo było w jego rękach. 21-latek ostatnie okrążenia pokonał bezbłędnie i zasłużenie wygrał TT Assen. Drugie miejsce zajął Marc Márquez, a trzecie Scott Redding, który na przedostatnim okrążeniu wyprzedził Pola Espargaró.

W klasyfikacji generalnej Márquez ma już 24 punkty przewagi nad Lorenzo i aż 42 pkt. nad Rossim. Jeżeli kierowcy Yamahy nadal poważnie myślą o mistrzostwie, a na pewno tak jest, to takie fatalne weekendy nie mogą im się już przytrafiać.

Wyniki TT Assen

10 lat czekania

Dokładnie tyle czasu minęło od ostatniego zwycięstwa zawodnika na niefabrycznym motocyklu. Tym śmiałkiem był Toni Elías, który zwyciężył w GP Portugalii na torze Estoril. Był to bardzo zacięty wyścig, a Hiszpan wygrał o zaledwie 0,002 sekundy, pokonując na ostatniej prostej Rossiego. Co ciekawe trzeci wtedy był Kenny Roberts jr. na motocyklu KR211V (pamięta to ktoś jeszcze?).

Ale wróćmy do teraźniejszości. Jack Miller wygrał niespodziewanie, ale absolutnie zasłużenie. Podczas gdy takie tuzy jak Rossi, Pedrosa i Dovizioso lądowali w żwirze, Australijczyk pojechał bezbłędnie i ani przez moment nie bałem się, że się wywróci. Jego jazda wyglądała bardzo pewnie i miało się wrażenie, że 21-latek cały czas miał wszystko pod kontrolą.

Pytanie tylko brzmi, czy Jackass dalej będzie nas zadziwiał swoją jazdą, czy wróci do miejsc poza pierwszą dziesiątką? Obawiam się, że to drugie. Może on faktycznie jest dużym talentem i dobrze zrobił, że z Moto3 przeszedł bezpośrednio do MotoGP (ja uważam to za błąd), ale na tegorocznej Hondzie nie ma szans na pokazanie się w suchych warunkach, no chyba, że jest się Márquezem. Dużo bardziej doświadczeni Pedrosa i Crutchlow nie ogarniają tej maszyny, więc młodemu Millerowi i jego ekipie będzie bardzo ciężko coś zwojować.

W ogóle ten rok jest dziwny dla Hondy. Z jednej strony mają swojego człowieka na pierwszym miejscu w klasyfikacji generalnej, ale cała reszta po prostu męczy się na RC213V. Miejmy nadzieję, że kolejny motocykl Hondy będzie bardziej uniwersalny, bo w tej chwili wygląda to tak, że mają tylko jednego dobrego zawodnika w swojej stajni, co nie jest prawdą.

Wracając jeszcze do Millera, to wielki szacun dla niego. Można mówić, że mokre wyścigi rządzą się swoimi prawami i w takich warunkach łatwiej o niespodziankę, co poniekąd jest prawdą, ale same się one nie wygrają. Trzeba potrafić jechać na limicie, ale jednocześnie nie przekraczać pewnej granicy, która w takich okolicznościach jest bardzo cienka. To idealnie udało się Australijczykowi i za to należą mu się wielkie brawa.

Doświadczony młokos

Wiem jak to brzmi, ale tak określiłbym Márqueza. To zadziwiające jak w ciągu roku Hiszpan dojrzał. Jeszcze w poprzednim sezonie popełniał on mnóstwo głupich błędów, a w tym jeździ niczym profesor. Jak się da, to włącza Márquez style i walczy na łokcie, ale jak nie czuje się na siłach, to odpuszcza i woli dowieźć do mety cenne punkty.

Tak było tym razem. Rossi przeszarżował i zaliczył glebę, Lorenzo jechał tragicznie, więc #93 postanowił kontrolować tempo i dojechać na drugiej pozycji. Efekt? Znaczne powiększenie różnicy nad swoimi głównymi rywalami i udanie się na wakacyjną przerwę w komfortowej sytuacji. Plan wykonany.

Ale Márquez nie tylko dojrzał na torze, ale też poza nim. Powoli staje się takim głosem rozsądku w MotoGP. Jego wypowiedzi są mądre, wyważone, a do tego Hiszpan cały czas zachowuje swój błyskotliwy humor. Takich ludzi chce się słuchać. Kiedyś takim człowiekiem był Rossi, ale teraz się to zmienia. Włoch nieco stracił w oczach podczas jego konfliktu z Lorenzo i Márquezem, gdy miał kilka okazji do zażegnania konfliktu, ale tego nie zrobił. Teraz jego rolę przejął zawodnik Repsol Hondy.

Nie wiem czy jest to świadoma zagrywka Márqueza czy nie, ale musi pogodzić się z tym, że staje się twarzą MotoGP. Miejmy nadzieję, że kontrowersje będą go omijać i będzie godzien swojej bądź co bądź ważnej roli.

Doświadczenie spłynęło z deszczem

Powiem szczerze, że nie pamiętam, aby tylu doświadczonych zawodników wypadło z jednego wyścigu. Żeby było śmieszniej, to te wypadki miały miejsce na przestrzeni trzech okrążeń. Prawdziwa masakra.

Osobiście najbardziej szkoda mi było Dovizioso. Włoch wygrałby, gdyby nie było restartu, ale ten nastąpił. Po nim Dovi nadal prezentował dobre tempo i walczył o zwycięstwo, ale jeden błąd przekreślił jego nadzieje na dobry wynik w swoim 150. wyścigu w motocyklowych mistrzostwach świata. A było tak blisko sprawienia sobie pięknego prezentu…

Ale chyba największy zawód sprawił  Lorenzo. Inni zawodnicy w momencie upadku walczyli przynajmniej o czołowe lokaty, a Por Fuera ani przez moment nawet nie zbliżył się do liderów. Teraz można powiedzieć, że dobrze zrobił, bo dzięki swojej asekuracji zdobył kilka punktów, które mogą być ważne w perspektywie walki o tytuł, ale duża w tym zasługa czerwonej flagi, ponieważ przed przerwaniem rywalizacji Hiszpan był ostatni. Tak, ostatni, za wszystkimi zawodnikami. Wiem, że #99 nie lubi zmiennych warunków, ale za pierwszy wyścig w swoim wykonaniu powinien się wstydzić.

Trzeba przyznać, że dinozaury MotoGP się tym razem nie popisały. Miejmy nadzieję, że drugi raz czegoś takiego nie uświadczymy, bo nie widzę nic fajnego w oglądaniu upadków, choć znam takich, co uwielbiają na nie patrzeć. Ja zdecydowanie wolę emocjonować się piękną bezpośrednią walką na torze.

Kierunek Niemcy

TT Assen za nami. Było ciekawie, emocjonująco i nieprzewidywalnie, a za sprawą Jacka Millera także historycznie. Miejmy nadzieję, że kolejne GP dostarczy nam co najmniej takich samych wrażeń. Tym razem karuzela MotoGP wędruje do Niemiec na tor Sachsenring (15-17 lipca). Jest to tor położony najbliżej Polskiej granicy, więc z pewnością nie zabraknie na nim naszych rodaków. A może Wy wybieracie się na ten wyścig? A może kiedyś na nim byliście lub macie w planach się tam udać? Napiszcie w komentarzach.

A tymczasem życzę ciepłych, ale nie upalnych dni i do zobaczenia za 2 tygodnie w zapowiedzi GP Niemiec!

Pozdrawiam
DesmoMach