Mafia III – Jak ze znakomitej serii zrobić średniaka

Mafia III była jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie gier ostatnich lat. Pierwsza część jest dla mnie jedną z dwóch moich ulubionych gier, a dwójka, choć trochę zawiodła moje oczekiwania, to po latach ją doceniłem i uważam za bardzo dobry tytuł. Jak trójeczka wypadła na tle poprzedniczek?

Jeśli czytaliście moje poprzednie mini recenzje to wiecie, że lubię gry z otwartym światem. Znakomicie bawiłem się przy każdej części GTA, Assassin’s Creed (z małymi wyjątkami) czy Batmanie z trylogii Arkham. Lubię systematycznie czyścić mapę z różnego typu aktywności i znajdziek, a skończenie tak dużych gier na 100% daje mi sporo satysfakcji.

Mafia pod tym względem była zawsze nieco inna. Wprawdzie dawała w nasze ręce pewną dozą wolności, bo mogliśmy swobodnie jeździć po mieście zmieniając auta niczym rękawiczki, ale poza tym nie było zbyt wielu misji pobocznych i innych rzeczy do robienia. Jednak nigdy mi to nie przeszkadzało, bo każda dotychczasowa Mafia przyciągała historią i klimatem, który m.in. tworzył znakomity soundtrack.

Już po pierwszych zwiastunach Mafii III widać było, że twórcy porzucili dość liniową strukturę na rzecz czegoś bardziej podobnego do GTA. W filmikach było widać dużo akcji, strzelanin, wybuchów i nieskrępowanej rozwałki, a sandboxowość, o ile w ogóle istnieje takie słowo, wylewała się z ekranu. Wtedy było słychać wielu rozczarowanych takim faktem graczy, którzy twierdzili, że to już nie jest ich kochana Mafia, ale ja dałem twórcom kredyt zaufania. Doszedłem do wniosku, że skoro zrobią fajne połączenie Mafii i GTA, to nie będę miał im za złe odejścia od formuły znanej z poprzednich części.

Teraz po nieco ponad 100 godzinach gry i jej wymaksowaniu wiem, że ich obawy były słuszne. Cała ta sandboxowość jest wg mnie największą bolączką Mafii III. Założenia może i nie były złe, ale stworzenie tego tytułu powierzono studiu Hangar 13, które nie miało żadnego doświadczenia. To trochę tak, jakby studentowi pierwszego roku medycyny kazać przeszczepić serce. Do tego dochodził dużo mniejszy budżet niż ten, który Rockstar przeznacza na swoją sztandarową serię. To się nie mogło udać.

Na każdym kroku widzimy coś, co można podpiąć pod brak doświadczenia. Z jednej strony mamy kapitalnie zrobione misje główne, jak chociażby te w parku rozrywki czy na tonącym statku, ale z drugiej aby do nich dojść, musimy wykonać ok. 7 pomniejszych aktywności, które są łudząco do siebie podobne. I tak za każdym razem – kogoś musimy zabić, przesłuchać lub coś zniszczyć, aby nasz główny cel wyszedł z kryjówki, a potem ciekawa misja i wszystko od początku. Na początku jeszcze nas to bawi, ale z biegiem czasu staje się to nużące.

Teraz podam przykład czemu uważam, że otwartość świata tak bardzo przeszkadza. Te wszystkie misje, które przed chwilą chwaliłem nie dają nam swobody i prowadzą nas za rączkę. To samo tyczy się prologu, który moim skromnym zdaniem jest najlepszą częścią gry. Tak samo chyba twierdzą producenci, którzy właśnie ten wycinek dali do niedawno wypuszczonego dema. Jakże ogromne zdziwienie czeka ludzi, którzy po ograniu dema zdecydują się na zakup pełnej wersji i szybko przekonają się, że to co najlepsze mają już za sobą. A wystarczyło zrezygnować z tych wszystkich zapchajdziur i dołożyć kilka liniowych misji i byłoby naprawdę fajnie.

Ale mówiąc o Mafii III nie mogę nie wspomnieć o masie mniejszych i większych błędów. Tuż po premierze było o tym bardzo głośno, a filmiki z bugami i glitchami były hitami wśród graczy. Z tego powodu zdecydowałem się w tę grę zagrać kilka miesięcy po jej wypuszczeniu, ponieważ miałem nadzieję, że po takim czasie większość problemów twórcy załatają. Nic z tego. Gra nadal miała dużo mniejszych niedoróbek, ale one najczęściej powodowały u mnie salwę śmiechu. Znacznie gorsze były te większe, jak chociażby zawieszanie się gry co kilkadziesiąt minut na ok. 10 sekund lub brak możliwości wykonania misji ze względu na np. brak w danym miejscu sprzętu, który musieliśmy zniszczyć. Najczęściej w takim wypadku pomagało ponowne uruchomienie gry (wczytywanie punktu kontrolnego nic nie dawało), ale jedną z misji pobocznych do tej pory nie mogę przejść, bo ciężarówki, którą mam ukraść, w danym miejscu po prostu nie ma. Dla mnie, osoby, która każdy tytuł chce przejść na 100%, coś takiego jest niedopuszczalne.

Skoro już tak narzekam, to nie mogę przejść obojętnie obok warstwy wizualnej. Zazwyczaj nie zwracam większej uwagi na grafikę, ale tutaj aż ona momentami kuje w oczy. Przyznaję, że niekiedy gra ładnie wygląda, ale więcej jest momentów, w których się krzywimy i zachodzimy w głowę, jak gra z 2016 roku może aż tak źle wyglądać. Powiem szczerze, że Mafia II, która na karku ma już prawie 7 lat, robi na mnie większe wrażenie, niż dzieło Hangar 13.

Aby nie być gołosłownym, to najlepszym przykładem jest wsteczne lusterko, które pojawia się po wejściu do samochodu. Wiele podobnych gier nie ma takiego bajeru i jakoś nikt na to nie narzeka, ale twórcy Mafii III z jakiegoś powodu doszli do wniosku, że dobrym pomysłem będzie zaimplementowanie go do swojego produktu. Wyszło jednak tragicznie – niewielki dystans rysowania i koszmarnie niski poziom detali w lusterku sprawia, że najlepiej w nie nie patrzeć. Rozumiem, że zrobienie czegoś takiego w grach nie jest prostą sprawą dla tak niedoświadczonych ludzi, ale widząc efekt końcowy powinni podjąć męską decyzję i je po prostu usunąć. Nie mam pojęcia czemu tego nie zrobili.

Miałem jeszcze jeden problem z grafiką, a mianowicie noc w grze. Czasami bywało tak ciemno, że nawet nie widziałem własnej postaci! Stare porzekadło mówi, że jak jest noc, to musi być ciemno, ale bez przesady. To tylko gra i dobrze byłoby cokolwiek widzieć. Myślałem, że być może to wina mojego monitora, który już swoje lata ma, ale w innych tytułach na to nie narzekam. Bardzo dziwna i irytująca sprawa.

Ale może już starczy tego narzekania i teraz zajmę się zaletami, których wprawdzie za dużo nie ma, ale należy je wymienić. Jak jesteśmy przy grafice, to bardzo podobały mi się przerywniki filmowe. Były naprawdę ładnie zrobione, a szczegółowość modeli postaci jest na wysokim poziomie. Bardzo przyjemnie się je oglądało.

Skoro jestem już w tych rejonach, to na pochwałę zasługuje fabuła. Wcielamy się w Lincolna Claya, który może nie przypadł mi szczególnie do gustu i za jakiś czas o nim zapomnę, ale z przyjemnością poznawałem jego ciekawą historię życia oraz motywy, którymi się kierował. Bardzo ciekawym pomysłem było przestawienie fabuły w formie takiego dokumentu nagrywanego kamerą. Niecodzienne i zaskakująco dobrze zrealizowane rozwiązanie.

Na koniec coś, co dla mnie jest największym atutem Mafii III, czyli muzyka. Jest ona genialna i idealnie wpisuje się w realia panujące w grze. Mamy znane numery takie jak chociażby A Little Less Conversation Elvisa Presleya czy I Feel Good Jamesa Browna, ale także mniej znane utwory, które jednak przeważnie szybko wpadają w ucho. Zdecydowanie soundtrack jest wybitny, ale gdybym chciał posłuchać czegoś fajnego, to wszedłbym na YouTube lub Spotify. Muzyka w grach jest ważna, ale nie najważniejsza, więc nie może ona uratować całego produktu.

I tak oto prezentuje się Mafia III – gra, która ma swoje momenty, posiadająca genialny soundtrack i momentami dająca frajdę, ale także tytuł zasypany masą niedoróbek, nużący i frustrujący. Ja osobiście mocno się na Mafii III zawiodłem i nieco żałuję wydanych pieniędzy na premierowe wydanie w wersji Deluxe Edition, ale jeżeli ktoś lubi gry w pseudo otwartym świecie i potrafi przymknąć oko na niedoróbki czyhające za każdym rogiem, to można spróbować kupić dzieło Hangar 13 na jakiejś promocji. Kompletnym niewypałem ta gra nie jest, ale do czołówki gatunku jej bardzo daleko. To po prostu i niestety tylko średniak.

Pozdrawiam
DesmoMach