F1 – Rekordowa, piąta wygrana Hamiltona na Hungaroringu

Cóż to był za wyścig! Te wyprzedzania, dramaturgia i emocje do ostatnich metrów! Uwierzyliście mi? To się cieszę, ale tak naprawdę było zgoła inaczej. Przyjrzyjmy się wyścigowi dla koneserów.

Przed startem wszyscy zacierali ręce na samą myśl o walce duetu Mercedesa. Wprawdzie z pole position ruszał Nico Rosberg, ale przez wszystkie sesje to Lewis Hamilton sprawiał lepsze wrażenie. Anglik z całą pewnością sięgnąłby po pierwsze pole startowe, ale na bardzo szybkim kółku przed nim obrócił się Fernando Alonso, co popsuło Lewisowi okrążenie. Sytuację wykorzystał jego team-partner i zgarnął czwarte pole position w tym sezonie. Wszystko to zapowiadało masę emocji i chęć odegrania się Hamiltona za lekkie niepowodzenie w czasówce.

Na atak Anglika nie musieliśmy długo czekać – trzykrotny mistrz świata lepiej ruszył od swojego partnera zespołowego i już po pierwszym zakręcie był na czele. Rosberg na chwilę spadł nawet na trzecie miejsce za Daniela Ricciardo, który bardzo dobrze wystartował, ale na drugim łuku Niemiec przeskoczył Australijczyka. Warto zaznaczyć, że bardzo dobrze ruszyli obaj kierowcy McLarena – Jenson Button utrzymał ósmą lokatę, a Fernando Alonso zdołał wyprzedzić Carlosa Sainza, tym samym awansując na szóste miejsce.

Stawka zaczynała się powoli rozjeżdżać, a z czołówki najsłabiej wyglądał Sebastian Vettel, który coraz mocniej zaczął odstawać od duetów Mercedesa i Red Bulla. Po zaledwie kilku okrążeniach nadzieje McLarena o dwóch bolidach w czołowej dziesiątce prysły niczym bańka mydlana. Button mocno zwolnił i przekazał przez radio, że pedał hamulca został mu w podłodze. Anglik dostał odpowiedź, że to wina awarii systemu hydraulicznego i po zresetowaniu ustawień wszystko wróciło do normy. Niestety za przekazanie takiej informacji mistrz świata z 2009 roku otrzymał karę przejazdu przez aleję serwisową i spadł na sam koniec.

W głębi stawki straty odrabiał Kimi Räikkönen, który z 14. pozycji awansował na 11. Fin jednak utknął na tym miejscu na dłużej, ponieważ nie mógł poradzić sobie z dobrze broniącym się Romain Grosjeanem.

Na torze bezpośredniej walki było jak na lekarstwo, więc jedyną nadzieją na zmianę kolejności były pierwsze zjazdy do boksów. Te nastąpiły po kilkunastu okrążeniach. Wiele zmian one nie przyniosły, ale jednym z najbardziej poszkodowanych okazał się Max Verstappen. Holender na późniejszym pit-stopie względem swoich rywali stracił sporo czasu i spadł za oba bolidy Ferrari.

Od tego momentu byliśmy świadkami bardzo ciekawej walki pomiędzy Räikkönenem, a Verstappenem. Zawodnik Red Bulla był dużo szybszy, ponieważ miał założone nowe miękkie opony, a jego rywal od startu jechał na jednym komplecie miękkich gum, ale nie był w stanie awansować przed Fina.

Na czele bez zmian – Hamilton prowadził, a za nim podążał Rosberg. Ich przewaga wahała się od trzech sekund do jednej, i w niektórych momentach można było mieć nadzieję, że walka pomiędzy duetem Mercedesa rozgorzeje na dobre, ale wtedy Lewis podkręcał tempo i rozwiewał wszystkie wątpliwości.

W okolicach 30 okrążenia po raz pierwszy do boksu zjechał Räikkönen. Fin w odróżnieniu od większości wystartował na miękkich oponach, a potem przechodził na supermiękkie. Taka strategia okazała się strzałem w dziesiątkę – po pierwszym pit-stopie bez większych problemów wyprzedził Alonso awansując na szóste miejsce, a po drugiej wizycie u swoich mechaników Kimi znalazł się tuż za Verstappenem. Teraz rolę się odwróciły i to zawodnik Ferrari mocno naciskał nastolatka z Red Bulla. W pewnym momencie doszło między nimi do kontaktu, a Räikkönen nawet stracił kawałek przedniego skrzydła, ale na szczęście obaj pojechali dalej. Fin do ostatnich metrów próbował zaatakować swojego dużo młodszego rywala, ale mu się to nie udało.

Pechowcem drugiej części wyścigu został Jolyon Palmer. Zawodnik Renault po drugim postoju znalazł się na 10. pozycji i pewnie zmierzał po swój pierwszy punkt w F1, ale w pewnym momencie stracił on panowanie nad bolidem w czwartym zakręcie i Anglik wypadł poza punktowaną dziesiątkę.

Grand Prix Węgier wygrał prowadząc niemal od startu do mety Lewis Hamilton. Dla Anglika jest to bardzo ważny triumf, ponieważ dzięki niemu po raz pierwszy w tym sezonie objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej, mając 6 punktów przewagi nad Rosbergiem. Aktualny mistrz świata na Hungaroringu zwyciężał już pięciokrotnie, dzięki czemu stał się on zawodnikiem, który na Węgrzech wygrywał najwięcej razy. Drugi linię mety minął Nico Rosberg, a trzeci Daniel Ricciardo, który w końcówce musiał bronić się przed atakami ze strony Vettela.

Wyniki GP Węgier

Niezrozumiała Formuła 1

Po GP Wielkiej Brytanii napisałem, że przepisy w królowej sportów motorowych są niezrozumiałe. Wygląda na to, że nieco przypadkowo zahaczyłem o temat, który po wyścigu na Węgrzech poruszył Räikkönen.

Finowi głównie chodziło o jego kontakt z Verstappenem. Holender podczas obrony dwukrotnie zmienił linię jazdy, co teoretycznie w regulaminie jest zabronione. Ku zaskoczeniu wielu osób (w tym mnie) i samego poszkodowanego, zawodnik Red Bulla nie został ukarany.

Niektórzy twierdzą, że każdy przepis można nagiąć i zawsze jest jakaś furtka, która pozwala na swoją interpretacje, ale akurat w tym przypadku się nie zgodzę. Jest to jeden z jaśniejszych przepisów – jeżeli zmieniłeś dwukrotnie linię jazdy, to czeka cię kara. Widać to w telewizji, więc nawet nie potrzeba do rozstrzygnięcia telemetrii i rozmowy z zawodnikami.

Więc czemu Verstappen nie dostał kary? Też chciałbym to wiedzieć. Może teraz pupilkiem FIA i wszystkich sędziów jest właśnie młody Holender? W końcu nastolatek, który szturmem wdarł się do F1 przyciąga nowych widzów, a tych Bernie Ecclestone i spółka potrzebują jak powietrza.

To zostańmy na chwilę przy kibicach. Formuła 1 w ostatnich latach mocno się zmieniła – wprowadzono hybrydowe jednostki V6, ale też m.in. KERS i DRS. Wszystko to aby wyścigi były ciekawsze, było więcej manewrów wyprzedzania, co czyni widowisko lepszym. Widowisko to słowo klucz, bo tym chcieli przyciągnąć rzeszę fanów.

Problem w tym, że widowiskowość może i jest większa, ale niekonsekwencja w egzekwowaniu przypisów i ich zbytnie skomplikowanie skutkuje tym, że dla przeciętnego Kowalskiego jest to nie do zrozumienia. Ja się w tym wszystkim gubię, a trochę w tym siedzą, a co dopiero ktoś kto zaczyna przygodę z tym sportem.

Dobrym przykładem jest sytuacja z sobotnich kwalifikacji – Hamilton na żółtej fladze mocno zwolnił i nie poprawił swojego czasu, a Rosberg jadąc również przez obszar żółtej flagi chwilę później uzyskuje najlepszy rezultat i sięga po pole position. Ja trochę poszperałem i wiem, że Nico zwolnił o 20km/h i widział, że żadnej przeszkody na torze nie było, więc stąd brak kary, ale czy tak to powinno wyglądać? Nie prościej byłoby w tym obszarze wprowadzić tzw. slow zone i nie było by niedomówień? W DTM-ach się takie rozwiązanie sprawdza, więc czemu nie wprowadzić czegoś takiego w F1?

Lubię oglądać Formułę 1, ale coraz częściej uważam, że to po prostu przyzwyczajenie, a nie prawdziwa miłość. Jak pomyślę, że w tych czasach miałbym się wkręcać w ten sport, to szczerze nie wiem, co by mnie do niego przyciągnęło. Na pewno nie jasność przepisów – co to, to nie.

Pora na Rosberga

GP Węgier za nami. Nie był to jeden z najciekawszych wyścigów tego sezonu, ale pokazał, że Hamilton jest na fali i po objęciu prowadzenia w generalce jest głównym faworytem do tytułu. Tym bardziej ciekawie zapowiada się GP Niemiec, które odbędzie się w dniach 29-31 lipca. Z całą pewnością Rosberg zrobi wszystko, aby wygrać swój domowy wyścig i tym samym wrócić na czoło tabeli. A może w końcu Ferrari się pozbiera i Vettel sprawi niespodziankę? Tego dowiemy się już w ten weekend. Życzę Wam i sobie ciekawszego wyścigu, niż ten w kraju naszych bratanków od szabli i szklanki 🙂

Pozdrawiam
DesmoMach